2 października mija 5 rocznica śmierci patrona Centrum Dialogu, Marka Edelmana. Zapraszamy Państwa do Centrum Dialogu im. Marka Edelmana (Park Ocalałych, ul. Wojska Polskiego 83) na dwa wydarzenia związane z Markiem Edelmanem.
// 10. 00 OTWARTA LEKCJA O MARKU EDELMANIE (ilość miejsc ograniczona)
// 18.00 WIECZÓR WSPOMNIEŃ O MARKU EDELMANIE
W spotkaniu wezmą udział przyjaciele i współpracownicy Marka Edelmana. Rozmowę poprowadzi Marek Czekalski.
Wstęp wolny.
Artykuł Joanny Podolskiej w Gazecie Wyborczej, 2009r.
Wczoraj na ul. Zelwerowicza przy domu, w którym mieszkał Marek Edelman było pusto i cicho. Tylko psy chciały wystraszyć intruza.Kiedy po pierwszej Kolorowej Tolerancji na domu Marka Edelmana pojawił się napis „Jude raus” poszłam do niego z przeprosinami. Czułam się współodpowiedzialna za ten okropny chuligański wybryk. Wtedy mi powiedział, żeby się nie martwić i robić swoje. - Wszystko, co przeciwstawia się złu, jest potrzebne. Może niektórzy zastanowią się, dlaczego inni te napisy zamalowują- tłumaczył. Edelman uważał, że każda najdrobniejsza działalność, której celem jest walka z głupotą i nietolerancją, zasługuje na wsparcie. – Przecież od napisów na murach się zaczyna, a kończy się biciem, a nawet zabijaniem innych ludzi. Faszyzm też zaczynał się od haseł i napisów. Trzeba z tym walczyć. Dlatego zgodził się na spotkanie z młodzieżą w ramach kolejnej akcji. Zresztą wolał spotkania z młodzieżą niż z dziennikarzami, którzy go męczyli tymi samymi pytaniami. Byłam świadkiem jak wielokrotnie odpowiadał żurnalistom, niekiedy zniecierpliwiony: już o tym mówiłem, przeczytaj sobie w książce. Licealistom tak nie odpowiadał. Cierpliwie wyjaśniał, jak żyło się w getcie i dlaczego wybuchło powstanie. Jakby rozumiał, że tak młody człowiek nie miał szansy jeszcze przebrnąć przez lektury. Tak samo z obcokrajowcami. Jakby czuł potrzebęwyjaśnienia wszelkich niejasności. Zresztą kto inny miał prawo mówić o polskim antysemityzmie, a jednocześnie o pomocy Polaków dla getta. Słyszałam osobiście jak młodym amerykańskim Żydom tłumaczył, dlaczego w Polsce było tyle obozów koncentracyjnych i jakie bywały konsekwencje pomocy niesionej Żydom przez Polaków. Nastoletnim Izraelczykom mówił, za co tak go nie lubią w Izraelu, że prawie nikt z ich rówieśników nie słyszał o nim w szkole. Byłam na paru spotkaniach, gdy odwiedzali go dawni członkowie Bundu (socjalistycznej partii, do której należał Marek Edelman) i ich rodziny. Był dla nich Symbolem i Świadkiem. Wizyta w Łodzi bez spotkania z nim nie byłaby ważna.Najbardziej zapamiętałam niezwykłe spotkanie, gdy na Zelwerowicza gościł francuski dokumentalista Claude Lanzman, twórca głośnego filmu „Shoah”. Była to szczególna lekcja pokory, ale też ostrzeżenie, że lepiej Markowi Edelmanowi się nie narażać. Ciekawe jak to spotkanie zapamiętał Lanzman, pewnie zupełnie inaczej. Ja obserwowałam je jako świadek z boku, wraz z towarzyszącą reżyserowi ekipą telewizyjną. Francuski twórca, znany z dość nieprzyjaznego traktowania współpracowników i dziennikarzy, dostał po nosie. Edelman, który przyjął gościa na stojąco(co zdarzało się niezwykle rzadko) nazwał go na wstępie prosto z mostu wielkim egocentrykiem. Lanzman, któremu wyraźnie zależało na obecności Edelmana w relacji telewizyjnej z jego pobytu w Polsce, starał się jak mógł zyskać przychylność Bohatera. Dopiero po 15 minutach, gdy Edelman troszkę się nad nim poznęcał, zaproponował kieliszek soberano i wznieśli wspólnie toast. Nie był łatwą osobą. Potwierdziła mi to w rozmowie Alina Margolis, jego żona, mieszkająca w Paryżu od końca lat sześćdziesiątych.Kiedy Marek Edelman otrzymał najwyższe polskie odznaczenie - Order Orła Białego pracownicy Szpitalu Pirogowa, gdzie wciąż pracował i pełnił funkcję honorowego ordynatora, witali go kwiatami. Byli tam również dziennikarze. - Od ponad ćwierć wieku pan docent jest szefem Oddziału Kardiologicznego w naszym szpitalu. Z wieloma osobami pracuje i przyjaźni się od kilkudziesięciu lat. Jest bardzo skromną osobą i nigdy nie podkreśla swoich zasług. Chcieliśmy tą skromną uroczystością pokazać jak jesteśmy dumni, że nasz kolega został uhonorowany tak wysokim odznaczeniem – mówił mi Włodzimierz Stelmach, dyrektor szpitala.Mimo już zaawansowanego wieku Marek Edelman codziennie jeździł do szpitala i przyjmował pacjentów. Nie wyobrażał sobie życia bez pracy. Miał swoich pacjentów z całej Polski.W szpitalu Pirogowa pozostał legendą. Do anegdoty weszła recepta ordynatora, którą wtedy zdradził dziennikarzom: – Personel trzeba trzymać krótko. Można go kochać, ale nie wolno tego pokazywać. Personel ma się bać. Co parę tygodni trzeba kogoś dla przykładu wyrzucić z roboty, nieważne czy jest winny czy nie.Niektórzy podwładni faktycznie Edelmana narzekali na jego niewyparzony język i szorstkie traktowanie, niejedna osoba płakała w mankiet. Pacjenci też woleliby, żeby był milszy w kontakcie z nimi, ale wszyscy podziwiali jego profesjonalizm i uczciwość.Dopiero w ostatnim okresie zaniechał praktyki. Wcześniej można się z nim było umówić na rozmowę dopiero po wypełnieniu codziennych obowiązków. Wtedy już zasiadał w swoim fotelu z nieodłączną paczką papierosów i szklaneczką czegoś mocniejszego. Zawsze pytał, czy zjadłam obiad i częstował, jeśli coś jeszcze zostało w kuchni.16 maja 1998 roku na obiedzie w mieszkaniu Marka Edelmana gościli Jan Karski i Arnold Mostowicz, który w tym dniu odebrał tytuł honorowego obywatela Łodzi. Mimo rozbieżnych poglądów na pewne sprawy spotkanie przebiegało w pogodnym nastroju. Prof. Karski co prawda kilkakrotnie pytał z udawanym niepokojem, gdzie się znajduje, gdy słyszał kontrowersyjne uwagi gospodarza, a Marek Edelman nazywał profesora reakcjonistą, ale większych starć nie było. Przyszli honorowi łodzianie (Edelman i Karski otrzymali ten tytuł w 2000 roku) spierali się o antysemityzm.- Antysemityzm był zawsze sprawą polityczną na świecie - mówił Marek Edelman. - Ci panowie, którzy propagują antysemickie hasła myślą, że zrobią na tym karierę polityczną, a ja sądzę, że to im się nie uda. Co prawda tragiczne jest, że w Niemczech 15 proc. zagłosowało na partię neohitlerowską, że Le Pein ma 15 proc. głosów. To że w Łodzi 30 proc. osób z Rady Miejskiej nie chciało dać honorowego obywatelstwa panu Mostowiczowi, to nie znaczy, że oni go nie lubią, albo nie doceniają jego twórczości. To jest polityczna gra. Chcą pokazać, że mają tutaj władzę. Wroga można znaleźć, czy on jest, czy go nie ma. Holocaust wzbudził pogardę dla życia ludzkiego i życie ludzkie przestało mieć wartość.To po tym spotkaniu Jan Karski powiedział, że Marek Edelman jest najszlachetniejszym z najszlachetniejszych. - Pan jest szlachetny i mądry. To rzadka kombinacja. Większość osób szlachetnych, które w swoim życiu spotykałem, nie była mądra – wyznał profesor.W ostatnich latach doskwierała mu samotność, choć odwiedzali go wielcy tego świata i miał bliskie grono paru przyjaciół, którzy mu pomagali. Narzekał sobie jednak, że właściwie najbliżsi ludzie są w Warszawie lub zagranicą. Coraz więcej czasu tam spędzał. W Łodzi czuł się trochę odrzucony, mimo że obsypywano go honorowymi tytułami.W 2000 roku, podczas uroczystości nadania Edelmanowi tytułu Honorowego Obywatela Łodzi Adam Michnik powiedział „Gazecie”:„Ta nagroda ma wymiar podwójny. To wyróżnienie dla człowieka zasłużonego, kawalera Orła Białego, człowieka znanego z nonkonformizmu i szlachetności. Ajednoczenie to wyróżnienie dla miasta. Marek Edelman jest skarbem Łodzi i nas wszystkich, którzy mieli szczęście z nim obcować”.Dokładnie te same słowa chciałabym teraz powtórzyć. Marek Edelman był dla Łodzi skarbem. Sam wybrał nasze miasto i był z nim związany przez całe dojrzałe życie. Mógł wiele razy przenieść się do Warszawy, ale tego nie zrobił. Niestety, za mało pamiętaliśmy o nim, kiedy tu mieszkał. Dziś została już tylko niewielka tabliczka w Parku Ocalałych i puste mieszkanie na ulicy Zelwerowicza.
